„Wielu katolików nie zdaje sobie sprawy z powagi chwili, a przede wszystkim przyczyn katastrofy, ignoruje jak trzej najwięksi wrogowie: protestantyzm, masoneria i rewolucja modernizmu działają niestrudzenie i z alarmującym i dobrze zorganizowanym programem realizacji.
Ci trzej wrogowie pokonują Katolicyzm na wszystkich frontach, o każdej porze i na każdy możliwy sposób. Walczą na ulicach, placach, prasie, warsztatach, fabrykach, domach. To jest powszechna bitwa, oni wyciągnęli miecz i rozmieścili swoje bataliony wszędzie.
Chrystus nie króluje na drogach publicznych, szkołach, w parlamencie, książkach, na uniwersytetach, w życiu publicznym i społecznym Ojczyzny.
Kto tam rządzi, przynosi diabelską mentalność.
We wszystkich tych środowiskach oddycha się zapachem szatana.
A my co robimy?
Zadowoliliśmy się modlitwą, uczęszczaniem na Mszę św, praktykowaniem niektórych aktów miłosierdzia, jakby to było wystarczające „aby przeciwdziałać wszelkim ogromnym zaklęciom wrogów Boga”.
Zostawiliśmy im wszystko inne: ulice, prasę, edukację na różnych poziomach nauczania. W żadnym z tych miejsc nie napotkali poważnej opozycji.
I jeśli czasem działaliśmy, robiliśmy to tak słabo, tak rachitycznie, że można powiedzieć, że nie walczyliśmy.
Śpiewaliśmy w kościołach, ale nie śpiewaliśmy Bogu w szkole, na placu, w parlamencie, przyparliśmy do muru Chrystusa ze strachu przed otoczeniem.
Zmniejszanie katolicyzmu do tajnej modlitwy, do prywatnej skargi, drżenia i strachu przed władzą publiczną, kiedy oni zabijają duszę narodową i laicyzują drogi Ojczyzny, to nie tylko nasze tchórzostwo milcząca dezorientacja, ale to historyczna zbrodnia religijna, publiczna i społeczna, która zasługuje na wszystkie kary z Niebiesiech.
.... Dusze cierpią na osłabienie i duchową anemię. Staliśmy się żebrakami, rezygnując z posiadania naszego losu. Zostaliśmy eksmitowani zewsząd i wszystko porzuciliśmy.
Do tej pory prawie wszyscy katolicy nie robili nic innego, jak błagał w modlitwach Boga, aby On coś zrobił, niech to On działa, aby On robił coś lub wszystko dla szczęścia Kościoła w naszej Ojczyźnie
Tylko modliliśmy się rachitycznie, mając nadzieję, że Bóg działa. A wszystko to pod maską domniemanej „ostrożności”.
A świat potrzebuje chrześcijańskiej śmiałości.
Co więcej, wielu katolików ośmiela się nazywać lekkomyślnym tego, który wie, jak potwierdzić swoje prawa w obecności prześladowców. Ta izolacja, oddalenie, rozproszenie narodowe musi zakończyć się raz na zawsze i aby jak najszybciej zastanowić się już poważnie, abyśmy wszyscy katolicy w naszej Ojczyźnie byli nie bandą pojedynczych cząsteczek, ale jednym ciałem ogromnym, który ma tylko jeden program, jedną głowę, jedną myśl, jedną flagę organizacyjną, aby stawić czoła prześladowcom. "
Przemowa Anacleto Gonzáleza Floresa, męczennika.
----
KULT SZATANA — ROZSZERZENIE
Istnieje prawdziwą rzeczywistość, którą wielu woli ignorować: wiary nie zatraca się najpierw w świątyniach... zatraca się ją w duszy, kulturze i porządku codziennego życia.
Kiedy św Anacleto donosi, że „oddycha się oddechem szatana”, nie mówi o fantastycznych wizjach ani demonach widocznych na każdym rogu, ale o czymś głębszym i bardziej niebezpiecznym: świecie zorganizowanym tak, jakby Bóg nie istniał.
To prawdziwe pole bitwy.
Dziś ten „oddech” jest postrzegany w banalizacji dobra, w ośmieszaniu prawdy, w odwracaniu wartości, gdzie to, co kiedyś było cnotą, teraz jest powodem do kpin, a to, co wcześniej było grzechem, teraz świętuje się jako postęp. Nie trzeba wywoływać teorii spiskowych, aby to zobaczyć: wystarczy spojrzeć, jak kształtuje się świadomość.
Głównym problemem potępianym w tekście nie jest tylko istnienie sił antychrześcijańskich.
To się zawsze zdarza.
Problem jest inny, poważniejszy: ciche wycofanie się samych katolików z obrony Wiary.
Zainstalowano wygodny, ale fałszywy pomysł: religia powinna pozostać zamknięta w prywatności. Że wystarczy „być dobrym”, modlić się w domu, odprawić niektóre rytuały... i nie zawstydzać świata.
A To jest błąd!
Ponieważ kiedy Wiara sprowadza się do intymności, przestrzeń publiczna nie pozostaje neutralna: jest zajęta.
I kto zajmuje formę.
Szkoła bez Boga → kształtuje pokolenia bez Boga.
Kultura bez prawdy → kształtuje umysły bez prawdy.
Polityka bez moralności → tworzy społeczeństwa bez duszy.
---
BŁĄD PASYWNOŚCI
Tekst uderza tam, gdzie boli: fałszywa ostrożność.
Istnieje prawdziwa chrześcijańska ostrożność, która jest cnotą. Ale jest jeszcze jedna, przebrana, która jest strachem z dobrymi manierami.
Ta fałszywa ostrożność mówi:
„Nie wtrącaj się”
„Nie myśl”
„Brak ci kompetencji”
„Nie rób fal”
I tak powoli wszystko się poddaje...
Nie przez gwałtowną porażkę, ale przez stopniowe porzucenie.
Rezultatem jest to, co św. Anacleto opisuje surowo:
osłabiona wiara, więc brak gorliwości, brak obecności, brak zdolności wpływania na rzeczywistość. Wiara, o którą się prosi, ale nie do działania. Wiara, która jest jak letnia zupa, każdy ją z obrzydzeniem odstawi.
Wiata miałka, bez duchowego gorliwego oparcia w duszy, nie działa, nie buduje.
---
CO NAPRAWDĘ ZNACZY „WALCZYĆ”?
Kluczowe jest tutaj, aby nie zboczyć z drogi: walka chrześcijańska nie jest przemocą, narzucaniem się, ani nienawiścią do siebie nawzajem.
Jest bardziej wymagająca:
Bronić prawdy bez ukrywania jej
Żyć konsekwentnie, nawet gdy jest niewygodnie
Żądać jej obecności w kulturze, w słowie, w działaniu wszystkich instytucji
Przechodzić od wiary dekoracyjnej do wiary operacyjnej.
Ponieważ wiara, która nie przekłada się na konkretne życie, okazuje się nieistotna.
---
DRAMAT DZISIEJSZYCH SPOŁECZEŃSTW
Kolejny punkt, który tekst wbija jako włócznię: ROZPROSZENIE.
„Wiele cząsteczek bez połączenia”.
Tam jest brutalne prześwietlenie. Odizolowane osoby, każdy ze swoją małą praktyką religijną, bez wspólnego projektu, bez koordynacji, bez wizji.
Tymczasem inne strumienie działają ze strategią, szkoleniem i ciągłością.
To nie magia. To organizacja.
---
OSTATNIE POŁĄCZENIE
Wiadomość nie jest desperacją, jest wstrząśnięciem do działania.
Tu nie chodzi o paranoję, ani o widzenie wrogów wszędzie. Chodzi o porzucenie leniwej prywatności i komfortu.
Ponieważ problemem nie jest to, że świat jest trudny.
Problem polega na tym, że Wiara słabnie bez gorącości duszy.
A słaba Wiara niczego nie zmienia.
Tak więc wszyscy staczamy się w otchłanie piekielne z lenistwa, próżności, dobroludzizmu, tumiwisizmu...
Obudźcie się ludzie!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz